Archanioł

Moje zdjęcie
Michał
[...]ujrzał przed sobą męża z mieczem dobytym w ręku. Jozue podszedł do niego i rzekł: 'Czy jesteś po naszej stronie, czy też po stronie wrogów naszych?' A on odpowiedział: 'Nie, gdyż jestem wodzem zastępów Pańskich i właśnie przybyłem' (Joz 5, 13-14)
Wyświetl mój pełny profil

niedziela, 29 czerwca 2008

Natalie Portman.

Dawno nic nie pisałem (globalnie, nie lokalnie), więc wypadałoby nadrobić.

Otóż byłem dzisiaj w kinie i w końcu zobaczyłem "Kochanice Króla".

Dawno nie siedziałem przez bite 2 godziny z rozdziawioną jadaczką, oglądając film.

Zasadniczo w filmie mamy do czynienia z genialną Natalie Portman, równie genialnym Ericiem Bana i genialną (chociaż szczerze z całej trójki najmniej mi się podoba) Scarlet Jochannson

Scenografie i kostiumy mogą się mierzyć tylko z dyptykiem Elizabeth, które to trzy filmy pod tym względem są klasą same dla siebie.

Ignorantem nie jestem - historię znam. Ale sposób w jaki ta cześć historii została poskładana z aktorami przekracza wszelkie granice geniuszu. Aktorzy tworzą najwspanialsze widowisko, jakie można oglądać: są momenty, kiedy nic nie mówią, wystarczy patrzeć na emocje kreowane przez ich mimikę, aby wiedzieć, co się dzieje i o co chodzi.

Cudo!

czwartek, 26 czerwca 2008

Ciężko mnie zadowolić...

Zwłaszcza, jak chodzi o samochody.

Na co dzień jeżdżę dla jednych objawem artystycznego podejścia do produkcji samochodów dla innych najbardziej rozsypującym się autem pod słońcem.

Dobrze, wymienię, co mam w nim zepsute: elektrycznie podgrzewane fotele nie zawsze grzeją, muszę zmienić wiatraczek wentylatora nawiewu, sporadycznie przytnie się automat elektryki szyb (nie otworzy całej do końca jednym naciśnięciem), guzik zamykania/otwierania drzwi na drzwiach kierowcy może nie zadziałać no i poduszka pod silnikiem będzie chciała, żeby ją wymienić.

No zasadniczo przede wszystkim trzeba mieć te podgrzewane fotele ;-)

Jeżeli miałbym okazję przejechać sie, powiedzmy Ferrari Enzo. Zrobiłbym to z dziką przyjemnością. Enzo + tor -> byłaby niezła frajda. Becalować na to auto 7cyfrową sumkę? Nie. Kupiłbym sobie Testarosse. Zapłaciłbym sporo mniej kasy (którą zapewne włożyłbym po części w utrzymanie autka z większym od zera przebiegiem...)



Testarossa ma w sobie coś więcej niż Enzo. Jest de facto podobnie wypaśnim autem, za ktorym praktycznie każdy się obejrzy... o ile nadąży ;-) Z tym, że... w Enzo jesteś bogatym gościem, którego Ferrari uznało za godnego posiadania Enzo (nomen omen w Krakowie na Karmelickiej jest całkiem niezła knajpa o tej właśnie nazwie... maja tam genialne sofy dookoła stolików wyłożone poduszkami - jak ochrona nie patrzy można sie fajnie naparzać :D), mamy na koncie pewnie z 8 cyfr, skoro wywalamy 7 cyfrową kwotę na auto, które, jak nie umiemy jeździć rozbijemy (w optymistycznej wersji ze sobą, w pesymistycznej popełnimy samobójstwo, gdy okaże się, że auto do kasacji...). Posiadacz Testarossa jest w stanie wybecalować na auto 100 tysięcy złotych (konrket: rocznik 1991, 135 przebiegu, serwisowany - 80tys + rejestracja w Polsce)i za te pieniądze otrzymać piękne, klasyczne Ferrari o niedoścignionych wręcz stylistyce (ah, te wloty powietrza zaczynające się na początku drzwi...), które będzie wyglądać nawet w korku na Alejach ;-)

A moowiąc o 100 tysiącach.

Za cenę 117 tysięcy mamy nówkę Mondeo w full-wypas wersji.



Zachwalałem je ostatnio. I nadal będę zachwalał. Za w/w cenę mamy ful wypaśnie auto z konkretną stylistyką, która akurat w mój gust trafia.

Z tym, że...Znajdźcie jakąkolwiek różnice poza szerokością w przodzie Mondeo i Focusa.



A teraz będzie z zakosami...

Mam sentyment do Mazdy. Pisałem już kiedyś, że miałem przyjemność sporo przejechać starym 626.



Nie, nie wiem, skąd wzięli to auto w Algierii ;-)

A dzisiaj, stojący w korku po raz pierwszy od dawna patrząc na samochód rozdziawiłem szeroko jadaczkę i ślepiłem się, jak demonstracyjnie przede mną przejeżdża...

Panie i Panowie...

Nowa mazda 6




Jest genialna. Jest majestatyczna. Jest zajebista.

Przód zasadniczo typowy dla Mazdy, ale świeży, nowy, oryginalny. Do tego genialnie wkomponoale światła tak z przodu jak i z tyłu. No i cala linia - maestria.

A topowa wersja kosztuje o 10 tysięcy mniej od topowego Mondeo ;-)

Piosenka dnia:

Pearl Jam - "Once"



I admit it...what's to say...yeah...
I'll relive it...without pain...mmm...
Backseat lover on the side of the road
I got a bomb in my temple that is gonna explode
I got a sixteen gauge buried under my clothes, I play...
Once upon a time I could CONTROL myself
Ooh, once upon a time I could LOSE myself, yeah...

Oh, try and mimic what's insane...ooh, yeah...
I am in it...where do I stand?
Oh, Indian summer and I hate the heat
I got a backstreet lover on the passenger seat
I got my hand in my pocket, so determined, discreet...I pray...
Once upon a time I could CONTROL myself
Ooh, once upon a time I could LOSE myself, yeah, yeah...

You think I got my eyes closed
But I'm lookin' at you the whole fuckin' time...

Ooh, once upon a time I could control myself, yeah...
Once upon a time I could lose myself, yeah, yeah, yeah...
Once, upon a time I could love myself, yeah...
Once upon a time I could love you, yeah, yeah, yeah...

Once (4x)
Yeah...once, once...yeah, yeah...
Yeah...yeah, yeah...yeah, yeah...oww...

środa, 18 czerwca 2008

Jest taki człowiek...

-z którym przeglądając najnowszy magazyn Top Gear dochodzę do wniosku, że na 140 stronach nie ma ani jednego ładnego auta

-który po zrobieniu kilometra moim autkiem, stwierdza, że nie chce nim więcej jeździć, bo jego autko nie ma wspomagania

-ktory po przejechaniu kilometra Seicento ma o nim tak samo beznadziejne zdanie jak ja i praktycznie tak samo merytorycznie je motywuje

-lubi zapach benzyny bezołowiowej

-chce "zaliczać" samochody - przejechać sie chociaż trochę każdym możliwym

Kto to?

Szczupła, delikatna dziewczynka znana też jako moja o wiele wiele wiele Lepsza Połowa :)

Niezła jest, conie? ;-)

Podoba mi się Ford.
Niby nie mam do tej marki jakiejś wybitnej awersji, ale muszę przyznać, że jestem bardzo pozytywnie zaskoczony nowym Mondeo, za którym ostentacyjnie oglądam sie na ulicy.


Ma dynamiczną sylwetkę, nie jest ostentacyjne, ma sympatyczny przód i tył no i niczego sobie alusie.

A tutaj przy tego typu sedanach pojawia się... Volkswagen Passat CC - wersja coupe limuzyny znanej z tego, że jest nijaka jak nie wiem.


No dobra, nagle stał się tuszko dynamiczniejszy. Znaczy niższy i ma mniej miejsca na zakute łby pasażerów na tylnej kanapie. Interesujące podejście, ale to auto nadal stylistycznie reprezentuje mniej niż staruśki Chrysler Sebring...


... który ma w sobie o wiele więcej uroku od Passata tak w wersji cabrio jak i limuzynie hart top.

A oto, co Ford wymyślił na Passata CC. Mondeo coupe.


Kurcze, no i poszkodowali ładne auto. Tył jest za wysoko, te drzwi (mam nadzieję i jestem wręcz pewny, że nie przejdą do produkcji, praktycznie uniemożliwiają moim zdaniem wsiadanie)... bez sensu...

Zresztą, jak ktoś chce dynamiczną limuzynę o dynamicznej i bardziej sportowej niż mniej sylwetce to proszę bardzo - uwaga... tak, najwspanialsze moim zdaniem auto na świecie - Citroen XM (zdjęcia nie będzie, bo tego autka jest ich tu stanowczo za dużo ;-))

Piosenka dnia:

Pearl Jam - "Rearview Mirror"



I took a drive today
Time to emancipate
I guess it was the beatings made me wise
But Im not about to give thanks, or apologize
I couldnt breathe, holdin me down
Hand on my face, pushed to the ground
Enmity gaged, united by fear
Forced to endure what I could not forgive...

I seem to look away
Wounds in the mirror waved
It wasnt my surface most defiled
Head at your feet, fool to your crown
Fist on my plate, swallowed it down
Enmity gaged, united by fear
Tried to endure what I could not forgive

Saw things (4x)
Clearer (2x)
Once you, were in my...
Rearview mirror...

I gather speed from you fucking with me
Once and for all Im far away
I hardly believe, finally the shades...are raised...hey...

Saw things so much clearer }
Once you, once you... }
(3x) rearview mirror }

Saw things so much clearer
Once you...oh yeah...

niedziela, 15 czerwca 2008

Śniło mi sie...

A raczej śnił mi się...

Była sobie ustawka bractw lub coś w ten deseń. Nie pamiętam, z jakiej okazji wziąłem się między bractwami, ale wiem, co tam znalazłem. Nie pamiętam jaka broń miałem na początku ze sobą, bo chyba żadną.

Co najlepsze nie przypominam sobie, żeby ktoś miał na sobie cokolwiek ochronnego, ale co tam...

Nie byłem praktycznie nijak zainteresowany centralna częścią bitwy, bo topory i tym podobna broń obuchowa tudzież barowa nie jest interesująca. Zainteresowała mnie za to grupa 6 gości (no ok, była w tym jedna laska). A tam, oni sami to mało. Ich broń.

Przed oczami miałem miecz idealny: zasadniczo matowy, nie błyszczący się, wykonany jakby z jednego kawałka stali. Ostrze cieniutkie jak na miecz, jelec łagodnie zaokrąglony do sztychu i długa rękojeść z elegancko nakreśloną głowicą. W ferworze walki udało mi się jednemu te broń odebrać no i... miałem wszystkich na karku.

Ale miałem śliczna i, jak się okazało, całkiem efektywną broń. Walczyliśmy w czymś z grubsza przypominającym ruiny zamku z cegły i kamieni wapiennych usytuowanego przy Moście Powstańców Śląskich w Krakowie :) Było ciasno, ale mieczyk okazał się całkiem skuteczny w walce na sposób z grubsza szpadowy - lekki, szybki i subtelny. Ale, do jasnej cholery, o ile zasłony mi wychodziły, bo mnie zasłaniały, to nadal robiłem je do tyłu. Ok, kilka płytkich sztychów w brzuch dostałem, ale ripostowałem głębszymi :)

Więcej snu nie pamiętam - ale był genialny :D

Piosenka dnia:

Apocalyptica - "Fade to black"

czwartek, 12 czerwca 2008

Wiedziałem...

Wiedziałem, że o czymś nie napisałem.

Otoż w sobotę 31 maja na Błoniach odbył sie plenerowy pokaz "Władcy Pierścieni - Drużyna Pierścienia" z muzyką graną na żywo przez Simfonia Cracovietta, chor chłopięcy Pueri Cantores, chor Pro Musica Mundi i soliści. Ponad 300 artystow, z czego prawie 200 w chórze.

Bilety były, przyznam, koszmarnie drogie. Miałbym zastrzeżenia co do rozmieszczenia sceny i widowni, ale zasadniczo udało mi się z ekipą znaleźć całkiem godne miejsca do oglądania.

Ah, no i na początek mieliśmy niebotyczna przyjemność jechania w 5 osób w Seicento :D

Drużynę Pierścienia oglądałem sam nie wiem ile razy, do tego dochodzą śmieszne filmiki typu "kto przebił mojego ulubionego Nightwisha?", "Co to K.... znaczy hajduk?", "I'ts a gift. Yeah, it's a god damn gift, and it's called Prince Albert." No i w tym momencie oglądanie narady u Elroda w oryginale w sposób odpowiednio poważny do powagi sytuacji w filmie jest praktycznie niemożliwy. W ogóle poważne oglądanie tego filmu jest już praktycznie niemożliwe.

Ale muzyka :D Szkoda tylko, że partie śpiewane Christophera Lee (Saruman) były odtwarzane, a nie w oryginale :D

Pamiętałem za to, że w Morii leciał niezły chór. Ale nie pamiętałem, żeby był on taki genialny i wywoływał we mnie dreszcze. Tak samo, jak chor przy retrospekcji bitwy pod samotną gorą.

Pogoda dopisała, chór i orkiestra nawet bardzo dopisały - naprawdę warto było :)

Piosenka dnia:
Tak, znowu będzie Sabaton
Sabaton - "Counterstricke"

Taka dygresja co do piosenki i samej wojny sześciodniowej: konflikty zbrojne wyglądałyby ciekawie, jakby dowódcom pokroju Guderiana albo Rommla dać współczesne czołgi i lotnictwo uderzeniowe (konwencjonalne). Kilka dni i pozamiatane...



Kickstart fighter launch
Throttle set to full
Speed king race to win
Afterburners roaring

Ghostlike counterstrike
Takes them by surprise

Score 307
Israelis rule the heaven

Jordan attacks Israel crush that
Futile attempt
Control Jerusalem

Drive back surprise attack
Take the western wall
Next day make them pay
Over river Jordan

Syria last in line
Head for golan heights
Strike without a warning
See the Syria forces falling

Syria attacked Israel crushed their
Lines of defence
Ruling golan heights

6 days of fire 1 day of rest
June 67 taught them respect
Control Jerusalem

3 nations fallen in 6 days of war
Traitorous neighbours
Received as deserved
Under the sun in the dust of the war
1 nation standing stronger than before

First into Egypt and
Sent them to hell
Then returned their forces to Jordan
Climb up the mountains
Where Syria awaits
Break them in hours
Protect holy land

poniedziałek, 9 czerwca 2008

Dobra sesja nie jest zła - jest czujowa...

Zaliczenie numer jeden: godzina 8:00, zaliczenie numer dwa, ten sam dzień 19:00. Nie ma to jak zgranie w czasie i możliwość realnego rozplanowania dnia... :)

Plan sesji:
-wytrzymałość materiałów - trzeba by ostatnie sprawko oddać, utwierdzić jednego profesora w zwolnieniu z jednej części egzaminu, znaczy zdobyć zaliczenie z ćwiczeń no i zaliczyć ustnie pozostałą część egzaminu
-termodynamika - dwa sprawozdania i jedno kolokwium, co się poprawia i mamy zaliczenie z laborek, a poprawka z ćwiczeń tablicowych jest w poniedziałek; całość wieńczy egzamin...
-podstawy automatyki - jedyny przedmiot tak do przodu, został tylko egzamin
-podstawy konstrukcji maszyn - zostaje jeden projekt do oddania jutro, jedno kolokwium do napisania i jedno do poprawienia, praktycznie formalność
-angielski - no tutaj mamy ful zaliczenie, ale nie ma w nim nic ciekawego
-metrologia (z kontrolą jakości ;-)) - tak, nie chciało mi się cały semestr poprawić kolokwium z początku semestru i jedno ono mi zostało
-teoria maszyn i mechanizmów - trzeba będzie kolokwium poprawić... i zadanko oddać...

Ale jest pozytywna rzecze:
Mam z powrotem moje kochane autko :D

Mam w nim nowy pasek wielorowkowy, nowe koło dwumasowe i... nową linkę otwierania maski.

A z tą linką to były niezłe przeboje (podpowiedź: w dowolnym samochodzie podobnej klasy byłyby podobne): otóż okazało się, że jest ona już tak poszarpana, że jest za długa, żeby otworzyć maskę. No to trzeba ją wydobyć. rozgrzebałem przednią owiewkę, reflektor, obudowę filtra powietrza i odsunąłem zbiornik płynu hydraulicznego. No dobra, od strony silnika gotowe. Teraz kabina: wszystkie plastiki z progu po lewej stronie i cześć fotela kierowcy poszła w cholerę razem z tapicerką pod nogami kierowcy i plastikami tam się znajdującymi. No to wydobywamy linkę. Wyszła... ale co ona taka krotka? Dzielona na dwie... Po skołowaniu nowej chyba 2 godziny ślęczałem nad znalezieniem otworu, przez który przechodzi linka i przepuszczeniem przez niego przewodu, po którym przeciągnę linkę właściwą... Następną godzinę przeciągałem linkę i łączyłem dwa elementy ze sobą (co wbrew pozorom proste NIE jest...) no i zaczęły się schody: trzeba wszystko skręcić. O ile przy silniku nie ma problemu, to skręcenie plastików w kabinie zajęło mi prawie 2 godziny. Masakra po prostu. Ale pochwale się - poszły wszystkie elementy i wszystkie śrubki... poza jednym plastikiem i śrubką do niego ;-) No, fajny był dzionek :)

Piosenka dnia:
Sabaton - Purple Heart



When we signed up for the army
To a rangers company
Armed with M16's
Straight into the war

Then we served under the banner
Clad in US stars an stripes
And on moonless nights
We marched for endless miles

Once we were soldiers
Once we were young
We have found our peace
We've seen the end

Fallen in war
We belong to history
Fallen in war
Sleep 6 feet below

Hearts of the brave
Cannot bring me back to life
Fallen in war
Still brothers in arms

We have fought in distant conflict
And for all to many years
Seen our friends go down
Wounded dead or lost

Know that peace comes at a high price
It may take a thousand lives
And a deep belief
Sacrifice of men

Shining heart beats no more
Buried deep deep in cold earth
Shallow grave in my motherland
Here I stay lay in darkness forever

wtorek, 3 czerwca 2008

Boshhhhhh...

Jak mnie tu dawno nie było.

CO nie oznacza jednoznacznie, że jakość postów nagle wzrośnie wraz ze zmniejszeniem częstotliwości ich pojawiania się...

Hmm... jestem szczerze zafascynowany zespołem Sabaton. Sadziłem, że odwykłem do Power Metalu. A tu od 4 prawie tygodni non stop słucham co raz to kolejnych utworów, z których każdy wzbudza moja niekryta sympatię.

Ale o tym później...

Czas.

Czas to pieniądz... No dobra, może nie koniecznie pieniądz, ale czas na pewno się przydaje. A tego statystycznemu studentowi II roku na IMIRze z definicji brak. Dorzućmy do tego perypetie z mechanikiem samochodowym, wspaniała druga połowę, dla której czas ZAWSZE, ale to ZAWSZE się znajdzie i ilościach dowolnych, szermierkę poszerzoną o reperowanie broni, spory ogródek do ogarnięcia...

Wspominałem coś o czasie...? :)

No dobra, ale przeca jest sesja, która zbliża się wyrąbiecie wielkimi krokami...

Tam egzaminy z wytrzymałości materiałów, termodynamiki i podstaw automatyki to względnie pikuś... Z części egzaminu z wytrzymałości będę zwolniony, egzaminatora z termodynamiki mamy na ćwiczeniach, więc wiadomo, czego się spodziewać, egzamin z automatyki będzie mało skomplikowany.

Ale za to zaliczenia z ćwiczeń i laboratoriów...
O ile podstawy konstrukcji maszyn pójdą gładko...
Metrologia... uparty i upierdliwy przedmiot...
Teoria maszyn i mechanizmów - to dopiero jest upierdliwiec, po prostu masakra. Nie dość, że przedmiot bez sensu, to jeszcze prowadzący wysoce interesujący...

M-A-S-A-K-R-A...

A wracając do tematu muzyki:
Sabaton to przede wszystkim genialne teksty o bohaterach bitew, wojen, kampanii. Całość okraszona odpowiednią do tekstu dawka power metalu. Ok, na najnowszej płycie, The Art of War, w utworze Cliffs of Gallipoli pojawia się w sporej ilości instrument klawiszowy. I to tylko dodaje temu utworowi geniuszu. No poza tym trzeba, ale to trzeba przesłuchać zamieszczane przeze mnie wcześniej Wolfpack, traktujące o wilczych stadach U-Bott'ów, Primo Victoria - D-Day, Ghost Division - 7 dywizja pancerna gen. Rommla podczas kampanii we Francji 1940, Rise of Evil - o dojściu Hitlera do władzy, Counterstricke - wojna 6 dniowa.

Piosenka dnia:
Sabaton - Cliffs of Gallipoli