"Bo jak kochać to kochać, jak się bić to się bić, a nie dzielić serce na dwa"
Archanioł
Michał
[...]ujrzał przed sobą męża z mieczem dobytym w ręku. Jozue podszedł do niego i rzekł: 'Czy jesteś po naszej stronie, czy też po stronie wrogów naszych?'
A on odpowiedział: 'Nie, gdyż jestem wodzem zastępów Pańskich i właśnie przybyłem' (Joz 5, 13-14)
Otóż jadę sobie estakadą na alei 29 Listopada w kierunku od centrum. Przede mną czerwone na skrzyżowaniu, to powoli zwalniam. A tu w lusterku... to dopiero było czerwone :D
Ferrari 360 Modena (moim zdaniem najpiękniejsze jakie stworzono), czerwone, niestety w barwach Martini Racing.
Stoi obok mnie... mam otwarte na oścież okna i nie specjalnie głośno muzykę - oj silnik mu fajnie nadaje.
Będzie startował zaraz ze świateł i zniknie innym z pola widzenia...
Ja też...
Żółte...
Szermierczy refleks, idealna dawka gazu, maestria w operowaniu sprzęgłem... Diesel zrywa się ze świateł nie zaraz po włączeniu się zielonego - dokładne, idealnie, perfekcyjnie w tej samej milisekundzie, w której pierwsze fotony zielonego światła dopadają oka...
Zielone...
Uszedł mi ;-)
Piosenka dnia:
Coma - Chaos kontrolowany
NIE NA PEWNO LECZ WIEM, TU GDZIE KOŃCZY SIĘ NOC I NIE ZACZYNA SIĘ NOWY DZIEŃ, MAŁE SPRAWY ZYSKUJĄ MOC WYMYŚLIŁEM TEN STAN, ZAWIESZONY WŚRÓD MIEJSC MOŻESZ BYĆ TU ZUPEŁNIE SAM MOŻESZ UFAĆ W DOWOLNY SENS
OTO ZMYŚLONY ŚWIAT, KTÓRY SIĘ ZRODZIŁ BY W CISZY TRWAĆ JEŚLI GO ZEŻRE FAŁSZ, UNICESTWI SIĘ SAM
MYŚLI SĄ NA KSZTAŁT RYB, CO MIESZKAJĄ WŚRÓD FAL WYCHYLAJĄ STROSKANE ŁBY, KIEDY ZNIKNĄ ZOSTAJE ŻAL PONAD WSZYSTKO JEST SZEPT I NIE ZDARZA SIĘ WSTYD BRAMA W KTÓREJ PRZECZEKASZ DESZCZ BŁYSKOTLIWA LUB ZŁOTA MYŚL
OTO ZMYŚLONY ŚWIAT, KTÓRY SIĘ ZRODZIŁ BY W CISZY TRWAĆ JEŚLI GO ZEŻRE FAŁSZ, UNICESTWI SIĘ SAM
NIEZLICZONA ILOŚĆ NAJJAŚNIEJSZYCH BARW OGROMNA SIŁA I WSZECHŚWIAT GÓWNO WART ZAPRASZAMY NA CHAOS TWOICH SPRAW ZAPRASZAMY NA DROGI KTÓRE ZNASZ
NIEZLICZONA ILOŚĆ NAJJAŚNIEJSZYCH BARW OGROMNA SIŁA I WSZECHŚWIAT GÓWNO WART ZAPRASZAMY NA CHAOS TWOICH SPRAW ZAPRASZAMY
SŁOWA SŁOWA, Z CIEPŁEJ RZEKI MĘTNEJ WODY SŁOWA SŁOWA, JEŚLI UWIERZYSZ TO SIĘ UTOPISZ
OTO ZMYŚLONY ŚWIAT, KTÓRY SIĘ ZRODZIŁ BY W CISZY TRWAĆ JEŚLI GO ZEŻRE FAŁSZ, UNICESTWI SIĘ SAM
Jest jeden zasadniczy powód, żeby walcząc na szpady NIE WCHODZIĆ w krótki dystans - można dostać przypadkowo bolesne cięcie w dłoń, które przy normalnym dystansie byłoby zasłoną...
Osadzenie w zamian za pochlastaną rękę - słaby interes, można by się obyć bez pochlastanej ręki, walcząc grzecznie i elegancko dystansem. Tak, pod warunkiem, że twój przeciwnik nie robi zbicia drugiego, po którym puszczona broń opuściłaby trwale układ słoneczny. A utrzymanie jej za pierwszym zbiciem wymaga ogromnej siły i kroku w tył, bo inaczej natarcie wejdzie jak w masełko... Żeby tylko za drugim zbiciem była siła utrzymać broń... ah kondycja i biceps... :)
Dobra, starczy narzekania, trza by może pompki porobić...
Dobra powieść przygodowa nie jest dobra - jest genialna. A połączenie powieści przygodowej z interesującymi elementami historii to już po prostu mistrzostwo świata.
W 2 tomowych "Galeonach Wojny" Jacek Komuda dokonał tego mistrzostwa. W pierwszym tomie wrzuca przyszłego admirała Arendta Dickmanna do fantastycznej historii o lewiatanie, polującym na statki handlowe w okolicach Gdańska. Wraz z uciekinierem z galery tureckiej i wysłannikiem hetmana Koniecpolskiego mają rozwiązać sprawę dręczącego kupców potwora. W całość wmieszana jest oczywiście cała historia tamtego okresu - potyczki na pomorzu gdańskim między Hetmanem a Gustawem - "Śledziem". Do tego autor pięknie kreuje klimat żaglowców i ich kapitanów oraz bałtyckich kaprów.
W drugim tomie Dickmann zostaje admirałem i prowadzi flotę Rzeczpospolitej do boju przeciwko flocie Szwedzkiej. Nawet trzymając się już ściśle historii, Jacek Komuda wspaniale opisał klimat morskich bitew i jedyny w swoim rodzaju charakter naprawdę twardych i znających swój fach żeglarzy.
Piosenka dnia: Desteny's Child's - Opera of the Bells
Hark how the bells, sweet silver bells All seem to say throw cares away Christmas is here, bringing good cheer To young and old, meek and the bold
Ding-dong, ding-dong, that is their song With joyful ring, all caroling One seems to hear, words of good cheer From everywhere, filling the air
Gaily they ring, while people sing Songs of good cheer, Christmas is here Merry merry merry merry Christmas Merry merry merry merry Christmas On and on they send, on without end Their joyful tone to every home Ding-dong ding-dong, ding-dong ding-dong Ding-dong ding-dong, ding-dong ding-dong Diiiiiiiiiiiing (ding ding ding), doooooooooong (ding ding ding) Diiiiiiiiiiiing (ding ding ding), doooooooooong (ding ding ding) Diiiiiiiiiiiing (ding ding ding), doooooooooong (ding ding ding) Diiiiiiiiiiiing (ding ding ding), doooooooooong (ding ding ding) Ding, di-di-di-di-di-di-di-ding, ding, di-di-di-di-di-di-di-ding Ding, di-di-di-di-di-di-di-ding, ding, di-di-di-di-di-di-di-ding Ding, di-di-di-di-di-di-di-ding, ding, di-di-di-di-di-di-di-ding Ding, di-di-di-di-di-di-di-ding, ding, di-di-di-di-di-di-di-ding Ding, di-di-di-di-di-di-di-ding, ding, di-di-di-di-di-di-di-ding
Hark how the bells, sweet silver bells All seem to say throw cares away Christmas is here, bringing good cheer To young and old, meek and the bold
Ding-dong, ding-dong, that is their song With joyful ring, all caroling One seems to hear, words of good cheer From everywhere, filling the air
Gaily they ring, while people sing Songs of good cheer, Christmas is here On and on they send, on without end Their joyful tone to every home To every home (ooh, ooh), to every home (ooh, oo-oo-oo-oo-oo-ooh) To every home (ooh, ooh), to every home (ooh, oo-oo-oo-oo-oo-ooh) To every home (ooh, ooh), to every home (ooh)
Hark how the bells, sweet silver bells All seem to say throw cares away Christmas is here, bringing good cheer To young and old, meek and the bold
Ding-dong, ding-dong, that is their song With joyful ring, all caroling One seems to hear, words of good cheer From everywhere, filling the air
Gaily they ring, while people sing Songs of good cheer, Christmas is here Merry merry merry merry Christmas (merry merry merry) Merry merry merry merry Christmas On and on they send, on without end Their joyful tone to every home
Aparat trzymany non stop w schowku w samochodzie :)
W miejscowości Niedźwiedź koło Słomnik przy pałacyki było swojego czasu aboretum (ogród botaniczny z samymi drzewami). No więc pojechaliśmy tam dnia dzisiejszego pomimo nieciekawej pogody i chłodu.
Oj lubię takie drogi - nie zawsze równa i szeroka, ale praktycznie zawsze pusta -> setka na budziku :)
A w Niedźwiedziu... odpust. A jak wiadomo wiejskie odpusty są bardzo absorbujące, to już od wiochy wcześniej od kapliczki były porozstawiane przy drodze sztandary i flagi. Jak dobrze, że procesja nie szła akurat wtedy, jak jechaliśmy. Jestem tolerancyjny, ale nie zdzierżyłbym :)
Tak czy siak dotarliśmy...
No niestety nie było tam to, czego się spodziewaliśmy: z drzew, które normalnie nie rosną w Polsce ostały się tylko Palatany (takie drzewo jest na Plantach przy Filharmonii - to wielkie z zielono -szarą korą). Tam kiedyś było mnóstwo drzew, bo nawet te, które teraz wolno rosną mają mało rozłożysta koronę. Niestety pałacyk został zamieniony w szkołę i nie ma się komu za bardzo opiekować drzewami. A szkoda...
Tak czy siak - zdjęcia :)
Pierwszy album zawiera zdjęcia samych drzewek, drugi interesujący fragment drogi i kierowcy:)
Piosenka dnia: Piosenki dnia nie będzie... Bo... no wiecie... Jeżeli ktoś uczynny wie, jak nazywa się piosenka, do które w dzisiejszym Tańcu z Gwiazdami tańczyła Magda Walach to niech da mi szybko cynk. Z góry dziękuję :)
W SFA mamy nowy nabytek: zrobione specjalnie na nasze zamówienie przez węgierską firmę PBT kaftany do szermierki klasycznej.
Co je najmocniej wyróżnia?
Są czarne.
A jak wiadomo czarny wyszczupla, więc zawodnika w czarnym kaftanie trudniej trafić :)
... a poza tym porządny kaftan szermierczy (a PBT są nie da się ukryć porządne) jest o wiele wygodniejszy od skórzanej kurtki motorowej.
No, tym razem znowu troszku o filmach będzie, ale tym razem nie o aktorze - o reżyserze.
Luc Besson.
Miałem niedawno przypomnieć sobie perełki jego twórczości, częściowo oglądając, częściowo przypominając sobie dawno widziane obrazy.
Po kolei:
-Piąty ELement - ale o nim już się niedawno rozpisywałem
-Leon Zawodowiec - niestety wersja ocenzurowana. Film lekko mówiąc wymiata. Jean Reno i Natalie Portman tworzą genialny duet "sprzątaczy", co wręcz idealnie wieńczy smutne, ale piękne zakończenie.
-Wasabi: Hubert Zawodowiec - igraszka z Leonem - coby było, jakby Matylda byłą humorzasta i rozkapryszona. Słodkie :)
-Taxi - a na pewno pierwsza część - film niebywale oryginalny, bo tylko Besson mógłby stojąc w korku w taksówce przerobić ją w na ekranie w niemalże samolot.
-Yamakasi - film przede wszystkim estetyczny ze względu na latających non stop parkourowców i wbrew pozorom taki element jest jego niebywałą zaletą.
Piosenka dnia:
Czesław Śpiewa - Żaba tonie w Betonie
Na peryferiach miasta, gdzie asfalt trawą zarasta, wzdłuż torów, gdzie pasą się konie szła żabka po świeżym betonie i wcale nie kumała w jak wielkie się gówno wplątała. I szła zamyślona dalej środkiem stygnących alej. Słońce dawało popalić, królewicz nadchodził z oddali i cmoknąć chciał żabkę w łapkę, lecz nie zdążył bo wpadła w pułapkę. Tylko główka została na wierzchu, więc ją cmoknął w tę główkę bez przeszkód. I królewna, nie żabka, w betonie z królewiczem po kostki już tonie. Lecz królewicz ją mocno przytulił i się razem z betonu odkuli.
Otóż byłem dziś na dłuuugim spacerze na kopcu Kraka i w okolicach kamieniołomu Libana. Tam widok na cały Kraków pies drapał... Tam krawędź kamieniołomu tez każdy sobie może zobaczyć. Ale zakamuflowany w małym lasku opuszczony sad śliwkowy - BEZCENNY!
Ok, w sobotę jadę robić zdjęcia specjalnie :)
A właśnie - chyba się fotografią zajawiłem - po tym, jak kumpel z roku sprawił sobie lustrzankę cyfrowa Nicona i zobaczyłem, co on jest w stanie nią zrobić bez większych problemów, muszę mieć takie cacko dla siebie!
Mało jest filmów, w których nie występuje de facto więcej niż 10 aktorów i wszyscy są genialni.
Jednym z nich jest Con Air.
Na pierwszy rzut oka mamy do czynienia z prostym, wręcz oklepanym filmem akcji. Były komandos, skazany za pobicie ze skutkiem śmiertelnym dostaje zwolnienie warunkowe i wraca do rodziny i córki, której nigdy nie widział. Do samolotu więziennego wraz z nim pakują śmietankę skazańców no i oczywiście przejmują oni kontrolę nad samolotem, pomimo wszelkich możliwych i jak zwykle pewnych zabezpieczeń. Oczywiście gliny z różnych wydziałów kłócą się o to, "który ma dowodzić", a i tak komandos odwala czarną robotę.
Aaaaale moment - obsada:
Nicolas Cage - komandos
John Cusack - młody glina, ale z charakterem i pomysłem
John Malkovic - główny zły
Steve Buscemi - strach w czystej formie
Cage w tym filmie jest elementem koniecznym dla pełnej fabuły, ale przyjemność z jego oglądania jest gdzieś pomiędzy Sylwestrem Stalone a Brucem Willisem. Mięśniak "ratujący gwiazdkę", czasem rzucający jakimś ciętym tekstem, ale nie wybitnym.
Za to John Malkovic jak zwykle genialny. Idealnie cyniczna mimika groźnego przestępcy i przywódcy porwania samolotu. No tylko niestety w końcówce filmu wdał się w tradycyjną scenę akcji. A szkoda, bo nie jest ona jakaś wybitna i jest przydługawa.
John Cusack gra młodego, wykształconego glinę, idealna fryzura i ubiór. Odpowiada on za transport więźniów. po porwaniu samolotu "zderza się" z "starym gliną", któremu wydaje się, że wie wszystko i zawsze ma rację. Byłby to tradycyjny służbista, co się stara, gdyby nie to, że wykazuje się odpowiednim sposobem bycia zaradnym i... nie wszystko idealnie mu wychodzi, co bardzo dodaje mu smaku.
Steve Buscemi - gość ma naprawdę ostre wejście, pancerna furgonetka i maska a'la Hanibal Lecter. Nie mogę zdradzić, co dzieje siez nim potem, powiem jedno. Gość nie robi praktycznie nic, poza rzucaniem prostymi ironicznymi tekstami i jedną dłuższą rozmową. Ale jest PRZERAŻAJĄCY.
Piosenka dnia:
Czesław Śpiewa - Maszyna do Świrkania
Znalazła raz pewna pani aparat do bani. Sentymentem ruszona wzięła go w ramiona i czule do niego rzekła: „Ty jesteś rodem z piekła, ja jestem rodem z nieba: nic więcej nie potrzeba. Ty jesteś starym gratem, ja cię naprawię zatem. Zmienię Ci obudowę i wstawię części nowe. Będziesz piękny jak dawniej i będziesz działał sprawniej. Znowu pokażesz klasę i zaświergolisz czasem. A ja cię wsadzę w klatkę, byś nie odleciał przypadkiem.
Bedziemy piękni jak dawniej. Będziemy działać sprawniej.
Mamy: stertę gałęzi jodłowych, jałowcowych i kilka dzikich gałęzi nie uciupanych jeszcze ze śliwki. Mamy 4 godziny i piłę...
W efekcie otrzymujemy?
Stertę ładnie pociupanych deseczek i nieprzydatne części do spalenia ;-)
Ah, i troszku tylko naparzające ramię i nadgarstek i nijak nie przeszkadzające odciski na dłoni :)
No to let's get to the point.
W Hollywood mamy kilku zasadniczo mięśniaków usilnie ratujących świat: Arnolda Schwartzenegera, znanego lepiej jako Terminator tudzież gubernator Kalifornii. Sylwester Stalone, znany też jako Rocky 15,5 i Rambo 5*pi*dt.
Zasadniczo jest jeszcze jeden gość, który non stop ratuje świat. Z tym, że on robi to z jajami...
Bruce Willis.
Filmografia: -Szklana Pułapka 1-3. Czwarta część nie powinna w ogóle powstać. Co z tego, że gość tradycyjnie przez 3 filmy robi porządek z "tymi złymi", łamiąc wszelkie możliwe zasady. On umie je łamać...
-Pulp Fiction. Nie duża w sumie rola i nie wykazał sie w niej jakoś nad wyraz. Ale nawet Tarantino zrozumiał, czego potrzeba w postaci dla Bruce'a...
-Piąty Element. Ha, oglądałem wczoraj po raz trzeci. jak zwykle - nikt tak nie umie negocjować :D
-Sin City. Mimo, że nie ratuje świata - dobrze się trzyma.
-Zabójczy Numer. Film sam w sobie po prostu genialny. Zwłaszcza Bruce. Nie gra w zasadzie jakoś specjalnie długo, ale bez niego film byłby totalnie nijaki.
-Planet Terror. Mała, subtelna rola. A i ciekawy smaczek :)
Piosenka dnia: Creed - Higher
When dreaming I'm guided through another world Time and time again At sunrise I fight to stay asleep 'Cause I don't want to leave the comfort of this place 'Cause there's a hunger, a longing to escape From the life I live when I'm awake So let's go there Let's make our escape Come on, let's go there Let's ask can we stay? Can you take me higher? To the place where blind men see Can you take me higher? To the place with golden streets Although I would like our world to change It helps me to appreciate Those nights and those dreams But, my friend, I'd sacrifice all those nights If I could make the Earth and my dreams the same The only difference is To let love replace all our hate So let's go there Let's make our escape Come on, let's go there Let's ask can we stay? Up high I feel like I'm alive for the very first time Up high I'm strong enough to take these dreams And make them mine
Da się przez 15 godzin nic nie jeść i w tym samym czasie odstać dwa razy do dziekanatu i pokonać szybkim tempem kilka kilometrów na piechot i w sumie z 30 całkiem wysokich pięter... Ah, no jeszcze na zajęcia trzeba chodzić ;-)
Viv le IMIR...
Piosenka dnia: Tenacious D - "Beelzeboss"
[Beelz] I am complete!
[Both] Fuck!
[Beelz] yes you are fucked, shit out of luck now I'm complete and my cock you will suck This world will be mine and you're first in line you brought me the pick and now you shall both die!
[JB] Wait! Wait! Wait! you motherfucker we challenge you to a rock off! give us one chance to rock your socks off
[Beelz] Fuck, fuck, fuck the demon code prevents me from declining a rock off challenge what are your terms? what is the catch?
[JB] If we win, you must take your sorry ass back to hell. and also you will have to pay our rent
[Beelz] And what if *i* win? [JB] then you can take Kage back to hell... [KG] What? [JB] trust me Kage, its the only way, [KG] What the fuck are you talking about? [JB] to be your little bitch. [Beelz] Fine! Let the rock off begin!ha ha I'm the devil i love metal! Check this riff it's fucking tasty I'm the devil i can do what i want, whatever i got I'm gonna flaunt, there's never been a rock off that I've ever lost i cant wait to take Kage back to hell I'm gonna fill him with my hot demon gel I'll make him squeal like my scarlet pimpernel
[JB] No! c'mon Kage bring the thunder [KG] there's just no way that we can win, that was a masterpiece. [JB] listen to me [KG] he rocks too hard because he's not a mortal man [JB] goddamn-it Kage, he gonna make you his sex slave, you're gonna gargle mayonnaise unless we bust a massive monster mama-jam. [KG] dude, we've been through so much shit, [JB] deactivated lasers with my dick [BOTH] now its time to blow this fucker down! [JB] C'mon Kage now it's time to blow doors down [KG] I hear you Jables now it's time to blow doors down [JB] Light up the stage cause its time for a showdown [KG] We'll bend you over then we'll take you around town [BOTH] Now we've got to blow this fucker down [KG] He's gonna rape me if we do not blow doors down [JB] C'mon Kage cause it's time to blow doors down [KG] Oh we'll piledrive ya, it's time for the smackdown [JB] Hey anti-christ-er, Beelzeboss, we know your weakness our rocket-sauce we rock the casbah, and blow your mind we will defeat you, for all mankind you hold the scepter, we hold the key you are the devil, we are the D [18x]
[Beelz] You guys are fuckin' lame. Come on Kage, You're coming with me. Taste my lightning fuckers!
[Tenacious D:] [JB] NO!
[Beelz] ow! Fuck! My fuckin' horn! oh no!
[JB] From whence you came you shall remain, until you are complete again
[Beelz] No! Fuck you Kage and Fuck you Jables! I'll get you Tenacious D!
... że do ostrych skrzydełek z KFC bierze się sałatkę Coleslaw (ksywa "Czesław"). Ale błąd szybko naprawiłem... I jednak mój żołądek działa jak należy ;-)
Do i seem sexi?
Otóż mam na sobie wytarte jeansy, koszulę flanelową z rękawami podwiniętymi do łokci. Na przedramionach mam trochę zaczerwienień od iskier - nie chce mi się używać deflektora przy operowaniu małą kątówką. Na dłoniach mam rękawice, które miały być skórzane, ale ogień troszku je zdeformował. Na szyi w mam zawieszone nauszniki ochronne, na czole podniesione okulary z pleksi. Całość okraszona odpowiednimi smugami ze smaru, a to na łapach, przedramionach, a to ślady od ocierania czoła...
I czuję się po prostu sexi ;-)
Dobra, z innej beczki: auta...
Mitsubishi to firma kojarząca się praktycznie tylko i wyłącznie z modelem Lancer.
A w szczególność jego rajdowych wersji...
A tu jadę sobie moim zastępczym Cienko Cienko i widzę po prawej... Mitsubishi Galant...
Wersja tuningowana...
Wersja tradycyjna...
Patrze i myślę... dlaczego producenci samochodów nie doszli jeszcze do wniosku, że pochylony do przodu przód jest sensowny. Bo to auto o w wersji tradycyjnej i tuningowanej bardzo mi się podoba właśnie ze względu na tenże genialny przód :)
Piosenka dnia:
Krystyna Janda i Agnieszka Osiecka - "Na Zakręcie"
Dobrze się pan czuje? To świetnie, właśnie widzę - jasny wzrok, równy krok jak z marszu.
A ja jestem, proszę pana, na zakręcie. Moje prawo to jest pańskie lewo. Pan widzi: krzesło, ławkę, stół, a ja - rozdarte drzewo. Bo ja jestem, proszę pana, na zakręcie. Ode mnie widać niebo przekrzywione. Pan dzieli każdą zimę, każdy świt na pół. Pan kocha swoją żonę.
Pora wracać, bo papieros zgaśnie. Niedługo, proszę pana, będzie rano. Żona czeka, pewnie wcale dziś nie zaśnie. A robotnicy wstaną.
A ja jestem, proszę pana, na zakręcie. Migają światła rozmaitych możliwości. Pan mówi: basta, pauza, pat. I pan mi nie zazdrości.
Lepiej chodźmy, bo papieros zgaśnie. Niedługo, pan to czuje, będzie rano. Ona czeka, wcale dziś nie zaśnie. A robotnicy wstaną.
A ja jestem, proszę pana, na zakręcie. Choć gdybym chciała - bym się urządziła. Już widzę: pieska, bieska, stół. Wystarczy, żebym była mila.
Pan był także, proszę pana, na zakręcie. Dziś pan dostrzega, proszę pana, te realia. I pan haruje, proszę pana, jak ten wół. A moje życie się kolebie niczym balia.
Pora wracać, już śpiewają zięby. Niedługo, proszę pana, będzie rano. Iść do domu, przetrzeć oczy, umyć zęby. Nim robotnicy wstaną.