Natalie Portman.
Dawno nic nie pisałem (globalnie, nie lokalnie), więc wypadałoby nadrobić.
Otóż byłem dzisiaj w kinie i w końcu zobaczyłem "Kochanice Króla".
Dawno nie siedziałem przez bite 2 godziny z rozdziawioną jadaczką, oglądając film.
Zasadniczo w filmie mamy do czynienia z genialną Natalie Portman, równie genialnym Ericiem Bana i genialną (chociaż szczerze z całej trójki najmniej mi się podoba) Scarlet Jochannson
Scenografie i kostiumy mogą się mierzyć tylko z dyptykiem Elizabeth, które to trzy filmy pod tym względem są klasą same dla siebie.
Ignorantem nie jestem - historię znam. Ale sposób w jaki ta cześć historii została poskładana z aktorami przekracza wszelkie granice geniuszu. Aktorzy tworzą najwspanialsze widowisko, jakie można oglądać: są momenty, kiedy nic nie mówią, wystarczy patrzeć na emocje kreowane przez ich mimikę, aby wiedzieć, co się dzieje i o co chodzi.
Cudo!


0 - komentarze:
Prześlij komentarz